|
Â

W tym roku harmonogram naszych startów uległ zmianie. Ogólnie zaczęliśmy wcześniej, zamiast Czeskiej TT w Horicach, pierwsze wyścigi w Jiczynie. W związku z wczesną jeszcze porą, początek czerwca, obawialiśmy się trochę o pogodę, ale Rumcajs maił widocznie chody gdzieś na górze i słoneczko dopisało aż w nadmiarze.
Â
Jiczyński "Memoriał Jiriho Kostire" 6-7.06.14, był drugą edycją imprezy, która zajęła miejsce Horzic w mistrzostwach Czech w jeżdzie na regularność. W zeszłym roku nas tam nie było, ale od tego roku jest to nasz obowiązkowy punkt kalendarza. 
Â
To były wyścigi z bardzo liczną polska obsadą. My z Triumphem i BSA(klasa K),Robert na Junaku (klasa J)oraz Jarecki na Suzuki (Klasa V). Silan ekipa pojawiała się na miejscu w "częściach" my byliśmy pierwsi w czwartek, reszta docierała w piątek. Jako ostatni dobił Jarecki z błękitną Suzuki. Zeszły sezon nie był dla niego łaskawy więc pewnie miał lekkiego stresa, podobnie jak ja, to miał być pierwszy wyścig na całkiem nowym silniku i nie chciałem go zepsuć na pierwszym wyścigu. piątek to jak zwykle czas na aklimatyzację i odprawę formalną oraz techniczną. Z tymi sprawami nie mamy już kłopotów, w końcu to już nasz piąty sezon startów.
 Wieczór skończył się dla nas wcześnie ze względu na wczesną godzinę naszego pierwszego treningu godzina. Było to w sumie na rękę ze względu na panujący upał, razem z nami (startowaliśmy w połączonych klasach) startował Jarecki w klasie V. Pierwszy trening przebiegł bez problemów, nie licząc kilku kraks spowodowanych żle ustawionymi szykanami. Organizatorzy mieli w tym względzie małe doświadczenie, a pewnie nikt im nie zwrócił na to uwagi, szykany były za krótkie i zbyt szeroko rozstawione, co dawało możliwość przejechania całej szykany praktycznie bez zwalniania. Jednak było wąsko i podczas takiego "przelotu" na wprost zahaczało się podnóżkami o worki z których ustawiona była szykana .

Robert na Junaku zaliczył pierwszy trening, ale miał kłopoty z zapłonem.Najbardziej zadowolony z treningu był Jarecki, był to jego pierwszy ukończony trening! Ja starałem się oszczędzać świeżo złożony silnik, ale na szczęście obyło się bez awarii. Drugi trening o mało by nie skończył się dla mnie wywrotką, kiedy jechałem za Szymonem a on zaczepił prawym podnóżkiem i dżwignią hamulca o szykanę i pociągnął za sobą worek ze słomą, który praktycznie zagrodził mi drogę. Udało mi się wyhamować w ostatniej chwili i objechać szykanę od zewnątrz. Uf!!! Było gorąco. Jarecki ukończył kolejny trening bezawaryjnie!!! Robert narzekał na zgubiony luz na zaworze o ile dobrze pamiętam wydechowym, ale chwila regulacji i maszyna gotowa na niedzielny wyścig. Mieliśmy problem z Triumphem, kiedy Szymon zahaczyło i szykanę wygiął mocowanie podnóżka i jego cięgno przez co stracił praktycznie hamulec tylni. Warsztat polowy mamy dobrze zaopatrzony więc usterkę udało się usunąć bez problemu. "Trumpek" był gotowy do dalszych zmagań. O dziwo BSA nie miała praktycznie żadnych problemów z czego byłem bardzo zadowolony, brakowało jej tylko paliwa na najwyższych obrotach , ale tego nie byłem w stanie poprawić bez wymiany dyszy główniej. 
Niedziela rano, jedziemy chyba jako drudzy lub trzeci w kolejności klas. Okrążenie zapoznawcze, procedura startowa, jedna minuta do startu ....... No i "poszły konie po betonie". Jade z końca bo mam pomoc "pchacza" Jareckiego miałem praktycznie przed sobą , a Szymon startował z trzeciej linii. Jedziemy ile kto może, przed pierwszą szykaną mijam Jareckiego, pierwsze koło, drugie koło..... patrze a na poboczu stoi Szymon i pcha motocykl, mijam go i na następnym okrążeniu widzę że pokazuje "kciuk w górę" więc wszystko w porządku. Ani się nie obejrzałem a tu czarno biała szachownica i koniec wyścigu. BSA dała radę! Nowy silnik wytrzymał! Zadowolony ze startu był też Jarecki, U Rumcajsa udało mu się ukończyć pierwsze wyścigi! Gratulacje mamy nadzieję że pech go wreszcie opuścił!

Szymona zwiózł na koniec wyścigu wóz serwisowy. Okazało się że oberwała się cela w akumulatorze! Szymon założył nowy aluminiowy zbiornik oleju (oczywiście wykonany przez nas) i zmienił miejsce mocowania akumulatora tak nieszczęśliwie że w jednym miejscu dotykał do stalowego uchwytu, a że stare dwucylindrowce mają potężne drgania i bateria nie wytrzymała. Brak zasilania odebrał szansę ukończenia zawodów. Wyjątkowo szybko zakończyliśmy tym razem ściganie, za zwyczaj startujemy dużo póżniej. Mieliśmy zatem czas na oglądanie jak inni się pocą i czekaliśmy na start Junaka w klasie "J". 
W międzyczasie w klasie "X" widzieliśmy jak z wyścigu musiał się wycofać "piekielny dziadek" Franc Mrazek, który również zahaczył o szykanę i urwał dżwignię zmiany biegów w swoim Tridencie. Wreszcie nadszedł czas startu Junaka. Robert dawał z siebie i motocykla wszystko, Junak chyba nigdy nie jechał aż tak dobrze. Aż ty nagle klops, odliczamy okrążenia a Junaka nie ma. Dowiedzieliśmy się że nic mu nie jest i stoi na poboczu. Kiedy Robert dotarł do depo okazało się że urwał się zawór wydechowy, trochę oberwał tłok....
Szkoda bo walczył dzielnie, ale jak to na każdych zawodach nie zawsze uda się dojechać do mety, ważne że wszyscy zakończyli imprezę w jednym kawałku. Ja tak starałem się dojechać do mety i nie uszkodzić silnika że udało się stanąć na pierwszym miejscu podium. Trafiło się jak ślepej kurze ziarnko.
Za dwa tygodnie start we Dvorze Kralovym , mało czasu na ewentualne naprawy, ale mam nadzieje że wyrobimy się na czas.
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości naszego zaprzyjażnionego fotografa motocyklowego
Tomasza Tomaszewskiego |