| Czeska TT 2012 |
| Wpisany przez fufufufek |
| wtorek, 17 lipca 2012 12:00 |
|
Jak zwykle zima i wiosna to okres oczekiwań i przygotowań do startów w nowym sezonie. W tym roku zmiany w motocyklach od zeszłego sezonu były minimalne więc skupiliśmy się na przygotowaniach naszych Hondek do pierwszego startu który odkładaliśmy od zeszłego roku.Kiedy przyszła pora wyjazdu wszystko wydawało się gotowe, więc nie pozostało nic innego jak pakować motocykle do nowej przyczepy w której jednorazowo mogliśmy zabrać wszystkie cztery i jazda na Horickie zakręty. Po zeszłorocznej porażce byliśmy pełni obaw. Szymon miał jeszcze w pamięci kraksę podczas ostatniego startu , a ja nie ukończyłem wyścigu w związku z problemami z iskrownikiem. Przed wyjazdem motocykle chodziły bez zarzutu więc o stronę techniczną mniej się martwiliśmy. W tym roku dopisała pogoda choć parę razy pokropił deszcz, jednak nam udało się jechać obydwa treningi i wyścig po "suchym". Pierwszy poranny trening w sobotę mieliśmy w klasie "H" czyli w 250cm. Niestety po kilku okrążeniach obie Hondy padły. Okazało się że w obu motocyklach pojawiła się taka sama usterka. Wypaliły się dziury w tłokach. Po przeróbce silników i zwiększeniu stopnia sprężania, zbyt mało opóżniliśmy zapłon w stosunku do fabrycznych ustawień i proszę na efekty nie trzeba wyło długo czekać. Jednak Triumph i BSA okazały się niezawodne. Dwa sobotnie treningi poszły świetnie, dobre czasy i znajomość toru (startowaliśmy tu trzeci raz) pozwoliła w pełni cieszyć się jazdą. Mniej szczęścia miał nasz szwajcarski kolega Stefan na swoim świeżo wyremontowanym ESO 500 Monoblock, który podczas pierwszego treningu uszkodził przednie zawieszenie i wywinął niezłego kozła. Niedziela-dzień wyścigów. Dla nas to czas oczekiwania, bo klasa "K" jechała na samym końcu. Startujemy z pomocą "pychaczy" bo mocno sprężone silniki i start pod górkę nie pozawalały na samodzielne "zapchnięcie". BSA zaskoczyła od razu, Triumph Szymona zapalił z opóżnieniem i zostął na starcie, to samo miał Dave na Goldstarze. Wszystko szło dobrze, suchy asfalt , piękne zakręty i karkołomny zjazd na prostej do miasta. Na piątym okrążeniu zauważyłem urwany uchwyt lewego tłumika który zaczął szorować o asfalt w lewych łukach. Myślę nie powinien się urwać do końca więc jadę dalej. Ostatnie okrążenie, podjazd do patelni, wchodzę w ostry prawy zakręt...... Zbyt mocno kładę motocykl zaczepiam podnóżkiem o nawierzchnię, odbija mnie na lewą stronę i trafiam prosto w rów i nasyp za nim. Motocykl zatrzymuje się na skarpie a ja katapultowałem się z fikołkiem na pobliską łączkę. Walnąłem o ziemię aż mi dech zaparło. Leżę chwilę i liczę ręce i nogi. Wydaję się OK, czuje że wirażowi klepią mnie po plecach "Dobry?Dobry?...... Wstaję. Ze stojącej nieopodal budki z piwem słyszę:"Chcete piwo!?" Widzę motocykl w rowie, oberwane wydechy, pogięta kierownica, reszta Ok. Wirażowi wyciągają motocykl z rowu. Czekam na lawetę która odwiezie mnie z powrotem na padok. Widzę Szymona jak kończy okrążenie pożegnalne, pokazuję mu że ze mną OK. Zabrakło mi pół okrążenia do końca wyścigu, jakieś fatum w zaszłym w Brannej to samo pół okrążenia do końca i odkręciła zię śruba w gażniku.Ale nic to następnym razem będzie lepiej. Zdjęcia wykonane przez naszego zaprzyjażnionego motocyklowego fotografa Tomasza Tomaszewskiego
      |
| Poprawiony: czwartek, 19 lipca 2012 10:56 |








